CoachKobietNaZakrecie.pl

CoachKobietNaZakrecie.pl

Wpisz swój e-mail
Zapisuję się, bo chcę odzyskać siebie.
Zapisuję się, bo chcę odzyskać siebie.
Dziękuję za zapisanie się do newslettera!
Wpisz proszę prawidłowy e-mail.
09 lipca 2026

Moc perfekcjonizmu

Brzmi pięknie, prawda?

 

Jeszcze kilka lat temu naprawdę uważałam, że perfekcjonizm jest moją siłą. Byłam przekonana, że to dzięki niemu wszystko w moim życiu się trzyma. Przecież byłam odpowiedzialna, pracowita, zawsze można było na mnie liczyć. Robiłam więcej niż inni i jeszcze miałam poczucie, że to ciągle za mało.

 

Nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że właśnie ta moja moc powoli odbiera mi radość z życia.

 

Wracałam z pracy tak zmęczona, że marzyłam tylko o tym, żeby na chwilę usiąść. Wystarczyło dziesięć minut ciszy, kubek herbaty i kanapa. Dzisiaj myślę, że moje ciało już wtedy próbowało mi powiedzieć, że potrzebuje odpoczynku. Ja jednak kompletnie go nie słuchałam.

 

Kiedy otwierałam drzwi do domu, miałam wrażenie, że właśnie zaczyna się moja druga zmiana.

 

Nawet nie zdejmowałam od razu kurtki. Szłam prosto do kuchni, nastawiałam obiad, wrzucałam pranie do pralki, zaglądałam do łazienki i już w głowie układałam listę rzeczy, które jeszcze muszę zrobić. Kiedy po wszystkim siadałam na kanapie, wytrzymywałam może dwie albo trzy minuty. Zaraz podnosiłam się z powrotem, bo w środku odzywał się znajomy głos.

 

Przecież jeszcze tyle zostało do zrobienia.

 

Nie potrafiłam siedzieć spokojnie. Miałam wrażenie, że odpoczynek trzeba sobie najpierw wypracować. Dopóki coś było niewyprasowane, nieposprzątane albo niedokończone, moje ciało wprawdzie siedziało na kanapie, ale moja głowa nadal biegała po całym domu.

 

Najtrudniejsze było jednak to, że ciągle musiałam wybierać.

 

Czy pobawić się z córką, czy nastawić kolejne pranie?

 

Czy usiąść z nią i posłuchać, jak minął jej dzień, czy ugotować obiad na jutro?

 

Czy odpocząć, czy umyć jeszcze łazienkę, skoro jutro znowu idę do pracy?

 

Dzisiaj najbardziej boli mnie nie to, że byłam zmęczona. Najbardziej boli mnie to, że często byłam tak zajęta byciem idealną we wszystkim, że brakowało mi siły, żeby po prostu pobyć z własnym dzieckiem. Chciałam. Naprawdę chciałam. Tylko kiedy wszystko było już zrobione, nie zostawało już nic dla mnie. Ani energii. Ani cierpliwości. Ani zwykłej radości.

 

Podobnie było w pracy.

 

Potrafiłam wykonywać jedną czynność kilka razy. Poprawiałam, sprawdzałam i znowu poprawiałam. Nawet kiedy klientka mówiła , że wszystko jest dobrze, ja nadal widziałam coś, co można zrobić lepiej. Nie dlatego, że ktoś tego ode mnie wymagał. To ja wymagałam od siebie coraz więcej.

 

Tak samo wyglądały moje związki. Brałam na siebie obowiązki, o które nikt mnie nie prosił. Wyręczałam partnera, chciałam wszystko dopilnować, wszystko przewidzieć i wszystkim się zająć. Wydawało mi się, że jeśli będę dawała z siebie jeszcze więcej, to właśnie tak buduje się dobrą relację.

 

Dzisiaj wiem, że bardziej przypominało to dźwiganie świata na własnych barkach niż budowanie bliskości.

 

Przez długi czas myślałam, że taki po prostu mam charakter. Dopiero później zaczęłam rozumieć, że perfekcjonizm bardzo rzadko zaczyna się od wysokich wymagań wobec siebie.

 

U mnie zaczął się dużo wcześniej.

 

Jako mała dziewczynka bardzo chciałam, żeby rodzice byli ze mnie dumni. Chciałam zostać zauważona. Chciałam poczuć, że jestem ważna. Dziecko nie potrafi powiedzieć sobie: jestem wystarczająca. Ono szuka sposobu, żeby zasłużyć na uwagę dorosłych. Jedne dzieci robią to przez bycie grzecznymi, inne przez pomaganie, jeszcze inne przez osiągnięcia. Ja uwierzyłam, że jeśli będę robiła więcej, lepiej i bardziej niż inni, w końcu poczuję się ważna.

 

Problem polega na tym, że takie przekonanie dorasta razem z nami.

 

Zmieniają się tylko miejsca i ludzie. Najpierw są rodzice, później szef, partner, dzieci, znajomi… a my wciąż próbujemy udowodnić swoją wartość przez robienie, pomaganie i dźwiganie wszystkiego na własnych plecach.

 

Dopiero kiedy moje ciało powiedziało: dość, zrozumiałam, że nie da się przez całe życie biec z takim ciężarem.

 

Dzisiaj uczę się żyć inaczej.

 

Czasami proszę o pomoc. Nawet wtedy, kiedy chodzi o zwykły słoik. Jeszcze kilka lat temu siłowałabym się z nim do skutku, bo przecież powinnam poradzić sobie sama. Dzisiaj podaję go mężczyźnie i nie czuję z tego powodu wstydu. To drobiazg, ale dla mnie jest symbolem czegoś znacznie większego.

 

Już nie muszę udowadniać, że dam radę ze wszystkim.

 

Coraz częściej wybieram spokój zamiast perfekcji.

 

I wiesz co?

 

Świat naprawdę się od tego nie zawalił.

 

Jeśli podczas czytania tej historii choć przez chwilę pomyślałaś, to przecież o mnie, zatrzymaj się i odpowiedz sobie szczerze na kilka pytań.

 

Czy naprawdę odpoczywam, kiedy siadam na kanapie, czy tylko czekam, aż znowu wstanę i zacznę coś robić?

 

Czy robię to wszystko dlatego, że chcę… czy dlatego, że gdzieś głęboko wierzę, że dopiero wtedy jestem wystarczająca?

 

Co w moim życiu próbuję uratować albo zdobyć, nieustannie dając z siebie więcej?

 

I gdyby nikt nie oceniał mnie za to, ile robię, jak wyglądałby mój dzisiejszy dzień?

Spodobał Ci się blog Coach Kobiet Na Zakręcie?

 

Zapisz się do mojego wyjątkowego newslettera, a poinformuję Cię o nowych artykułach, które pomogą Ci odzyskać siebie krok po kroku, z czułością i prawdą.

Newsletter
Zapisz się
Zapisz się
Dziękuję za zapisanie się do newslettera!
Wpisz proszę prawidłowy e-mail.

Polityka Prywatności

Kontakt

Opinie

Cennik

Regulamin Usług Coachingowych

Usługi Coachingowe

Blog

Strona Główna

O Mnie

© 2025 BlogKobietNaZakrecie.pl | Marlena Wilczyńska Coach & Mentor. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Website by ZBL

Obserwuj mnie na